Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szkoła uwodzenia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szkoła uwodzenia. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 20 czerwca 2013

Szkoła uwodzenia cz.III



 Justin z pewnością nie spał dobrze, cały wieczór jego współlokator kręcił się po pokoju, układał i przekładał swoje rzeczy. Wychodził także co chwila z pokoju, co akurat prefektowi z pewnością nie przeszkadzało. Wtedy udawało mu się zdrzemnąć na chwilę płytkim snem z którego wyrwało go otwieranie i zamykanie drzwi. Wiktor się do nie odezwał od momentu jego ataku histerycznego śmiechu. Justin także nie miała zamiaru z nim o czymkolwiek dyskutować. Nie było mu jakoś szczególnie ani przykro z tego powodu, ani nie pragnął żadnego kontaktu z nim, miał nadzieję , że jakoś bezkolizyjnie będą się mijać na tych kilkunastu metrach. Jednak to nieustanne kręcenie się jego współlokatora w nocy przyczyniło się do tego, że Justin tak naprawdę uświadamiał sobie, że nie otrzymał przydziału na spokojnego współlokatora. Był coraz bardziej podenerwowany całą sytuacją.  Ktoś naruszał jego prywatną przestrzeń w której doskonale funkcjonował od 5 lat. Jego przyzwyczajania, nawyki życia mieszkania samemu na tej przestrzeni, musiały ulec zmianie.Teraz będzie poddawany nieustannie próbie, której nie chciał przechodzić, drażniło go to ogromnie, równie mocno jak ten chłopak, który z nim zamieszkał.
 Justin rano wstał przed szóstą, jak zwykle szybko się ubrał by pobiegać przed śniadaniem. Umawiał się z kilkoma chłopakami z drużyny i prawie każdego ranka wprawiali w rozruch swoje ciała. Ćwiczenia szybkościowe były ogromnie ważne podczas gry w rugby, a poza tym czuł się lepiej gdy rano krew zaczynała szybciej krążyć. Na porannym treningu Mark go zaczepił pytaniem o  nowego współlokatora. Machnął tylko ręką, że nie chce o tym rozmawiać, że muszą się wziąć do roboty w dzisiaj na treningu. Kiedy przebiegli wyznaczony odcinek,porozciągali się,  truchtem wrócili do Bromham. Mijali po drodze chłopaków z przeciwnej drużyny, którzy akurat w tym semestrze wpadli dokładnie na ten sam pomysł co oni, by zacząć o poranku trenować. Justin podejrzewał, że przestraszyli się , że jego drużyna tym razem kondycyjnie będzie najlepsza i koniecznie chcieli również podnieść swoją wydolność.  
Szybki prysznic i kilka minut przed ósmą był gotowy na codzienną poranną zbiórkę. Jego współlokator nadal spał, ustalił to po chrapaniu które cały czas roznosiło się w pokoju. Justin spojrzał zniecierpliwiony na zegarek, zostało 15 min, aby Wiktor ubrał się i stanął na apelu. Jeśli tego nie zrobi, on i jego dom dostaną ujemne punkty. Nie chciał osobiście budzić chłopaka, dlatego z dużej wysokości na podłogę zrzucił książkę. Uderzenie i huk z tym związany był na tyle silny, że rzeczywiście odniosło to pożądany skutek i Wiktor zaczął coś marudzić.
- Wstawaj – bardziej rozkazał niż poprosił Justin- Za 12 minut apel. Wszyscy oczekujemy, że się stawisz na niego inaczej będziemy mieli karę.
Wiktor chrząknął przewrócił się na drugi bok, po czym zwlókł się z oporami z łóżka. Oczu jednak nie otworzył tylko mocniej zacisnął pod wpływem promieni słonecznych, które atakowały jego zaspaną twarz. Stanął i wtedy oczom Justina ukazał się zupełnie nagusieńki Vicky, który na dodatek właśnie postanowił się podrapać po swoich jajkach i nadal niewiele widząc kroczył w kierunku Justina, który z kolei zaczął się cofać przerażony. Wiktor tylko zamlaskał i obrócił się kilka razy, jakby czegoś szukając niewiele widząc przez ledwo odemknięte oko. Kiedy ujął swój penis w dłoń, Justin natychmiast zrozumiał, że chłopak szuka miejsca gdzie może się wysikać. Wrzasnął ile miał sił w płucach. Na co Wiktor otworzył oczy, przerażony rozejrzał się wokół i spojrzał w twarz równie przestraszonego Justina.
- Szczur!!! – Vicky krzyknął nie mniej donośnie niż przed chwilą Justin. W jego mniemaniu tylko ten ohydny zwierz mógł spowodować aż taki popłoch u jego współlokatora. Panika  go wyposażyła w nadzwyczajną moc i w ciągu dwóch sekund zawisł na szyi Justina, podkurczając wysoko nogi.
- Szczur, szczur- rozglądał się przerażony- gdzie jest ten mały gad?- krzyczał prosto do ucha Justinowi- Zabij go – zażądał- Tam pod łóżkiem – wskazał drążącą ręką.
Justin czuł jak drży ze strachu i z całej siły ściska jego szyję. Wiktor z obłędem w oczach omiótł wszystkie kąty.
- Czy mógłbyś mnie uwolnić? - powiedział spokojnie Justin
Zielone oczy, które znajdowały się zaledwie kilka centymetrów od jego twarzy teraz w popłochu spoglądały na niego a głowa szybko wykonała gest przeczący.
- Wiktor – podniósł głos- Puść mnie, proszę. 
Prefekt próbował odgiąć rękę ze swojej szyi.Po chwili szarpania się z panicznym uściskiem Wiktora, zrzucił go z siebie, Vicky z głuchym uderzeniem spadł na ziemie.
- Nie ma żadnego szczura – powoli powiedział tak aby do przerażonego chłopaka dotarła ta informacja.
Zielone oczy jednak nie przyjmowały teraz tego do wiadomości w przerażeniu lustrowały cały czas teren wokół. Kiedy drzwi się uchyliły, Vicky pisnął przerażony. W drzwiach stanęli Charli i Ben a po chwili zmaterializowało się kilku innych chłopaków z ich piętra. Pytali zdezorientowani co się dzieje, bo krzyki ich tutaj zwabiły a widok nagiego przestraszonego Wiktora lekko przeraził. Spoglądali teraz pytająco na prefekta, ten jednak był ostoją spokoju w tym całym chałosie, poinformował wszystkich, że jego współlokator przestraszył się szczura którego nie ma.
- Był- jęknął Vicky i przechylił się by spojrzeć pod łóżko, potem pytająco spojrzał na chłopaków stojących w drzwiach. – Czyy czyyy – wziął głęboki oddech- któryś z was nie byłby tak miły i nie sprawdziłby czy pod moim łóżkiem nie ma szczura ?
W jego oczach zatańczyły łzy. Ben chociaż najmniejszy okazał się najbardziej odważny i pewnie podszedł do tapczanu pod ścianą i zajrzał w ciemną przestrzeń.
- Niczego nie widać, poza dwoma porzuconymi skarpetami- poinformował zgromadzonych.
- Skarpetami? – wyprostował się Vicky- Hmmm- uśmiechnął się przepraszająco- Muszę sam sprawdzić bo inaczej zawsze będę się bał podejść do tego łóżka.
Zacisnął rękę w pięść na znak, że jest gotowy do walki i podniósł swoje nagie ciało z podłogi by skierować się w stronę łóżka. Siedem par oczu otworzyło się szerzej, kiedy ciało chłopaka zatańczyło kocimi ruchami. Skradał się teraz przyczajony, smukłe kształty otoczone wakacyjną opalenizną kołysały się w rytm kroków. Wąskie ramiona i biodra, piękna linia pleców która przechodziła w dwa idealne pośladki. Jeden z nich szczególnie wydawał się niezwykły, ponieważ na nim przysiadł motyl o niezwykłych barwach i rysunku. Artysta, który go stworzył nie zapomniał o niczym ani o bajecznych kolorach ani o cieniu, który rzucał na skórę chłopaka. Patrzyli w oszołomieniu jak ten piękny owad  wraz z każdym krokiem unosił się jak w zaczarowanym locie. Wiktor ukląkł by zajrzeć pod łóżko, motyl jakby trochę zwiększył swój rozmiar ale nadal wabił swoimi olśniewającymi kształtami.
- Czy on wie, że jest nagi?- spytał nie odrywając od Wiktora oczu Charli
- Wydaje się, że nie – odpowiedział mu Justin, którego pytanie Charliego  wyrwało jakby ze snu. Chrząknął i spojrzał na swoich kolegów stojących z otwartymi ustami i wypiekami na twarzy.
- Idźcie na poranną zbiórkę, koniec widowiska- Zamrugali oszołomieni- Wiktor – krzyknął do chłopaka- Sprawdziłeś już? Ubieraj się natychmiast. Masz 3 minuty.
Wszyscy się zorientowali, że jest naprawdę późno, zaczęli przepychać się do wyjścia, ale ukradkiem jeszcze zerkali w stronę Wiktora. Po chwili słychać było hałas na schodach, kilkunastu par butów, które szybko zbiegały w dół.  
Już byli spóźnieni, ale Justin wolał przypilnować Wiktora aby ten natychmiast się ubrał i stawił na apelu. Rzucał w jego stronę spodnie i koszulę, popędzając go cały czas. Vicky ubierał się szybko milcząc. Justin także nie miał ochoty na rozmowę, złość próbował zdusić w sobie, ważniejszy był honor domu, którego nieszczęściem był ten nowy przybysz.
Pojawiali się na apelu kilka minut spóźnieni. Justina meldunek był na szczęście jednym z ostatnich więc spokojnie wypełnił swoją rolę, po krótkiej modlitwie rozeszli się na zajęcia. Był za bardzo oszołomiony poranną przygodą aby zwrócić uwagę na to, że Wiktor oniemiał kiedy Justin wyszedł do raportu domu. Nikt nie zdążył powiedzieć nowemu uczniowi , kto sprawuje urząd przewodniczącego. Vicky pomyślał, że naprawdę ogromnie trudno będzie się dogadać z Justinem, za nim stoją wszystkie atuty: ma władzę, ma pochodzenie i jest tu od lat. Trafił na mocnego przeciwnika, ale za nim stało co innego, doświadczenie życiowe w kontaktach z różnymi ludźmi.
 Historia ze szczurem jednak nie przeszła bez echa. Kiedy  Justin śpieszył się do dyrektora, zatrzymał go jego tutor z informacją, że właśnie odjęli im 12 punktów. Tego można się było spodziewać, pomyślał, cóż jakoś będą dalej walczyć o honor domu. Przyśpieszył kroku, był wściekły, decyzja zapadła, musi koniecznie usunąć z pokoju współlokatora inaczej zwariuje a ratunku może jedynie szukać u dyrektora.
Wszedł do małej poczekalni i chciał się od razu skierować do drzwi gabinetu, kiedy zauważył kątem oka Wiktora, który siedział w kącie i podniósł na niego swoje zielone oczy, by po chwili spuścić głowę i kontynuować kontemplację swojej dłoni. Justin usiadł najdalej jak było to tylko możliwe i cierpliwie czekał na swoją kolej. Nie odezwali się do siebie ani słowem. Kiedy z drzwi się otworzyły wyszła z nich ich nauczycielka muzyki, Justin skinął głową w jej kierunku, zaś Wiktor natychmiast wszedł do gabinetu. "Co on tu robi?" Gorączkował się Justin, miał tylko nadzieję, że także przyszedł z prośbą o zamianę pokoju. W sumie to będzie dodatkowy atut, ucieszył się takim obrotem sytuacji.
Wiktor tymczasem przedstawiał swoją sprawę dyrektorowi Limtock.
- Przyszedłem przypomnieć się panie dyrektorze.
- Siadaj proszę –  wskazał Wiktorowi krzesło naprzeciwko siebie- Pan Wiktor Hamilton, tak?- Pan Limtock lekko się uśmiechnął- I jak tam się odnajdujesz u nas Panie Hamilton?
- Bardzo dobrze, panie Limtock. Chciałbym jednak przypomnieć, że nie mogę mieć zupełnie krótkich włosów, jak tego wymaga regulamin.
Dyrektor przewrócił teczkę osobową chłopaka, jakby czegoś szukając.
- Tak, tak – powiedział niepewnie- Coś sobie przypominam .
Spojrzał na niego i westchnął. Wiktor przed wejściem bardzo się starał i przygładził swoje włosy najlepiej jak się dały, niestety niesfornie same zaczynały się unosić nie przyzwyczajone do takich ograniczeń.
-Panie Hamilton, nieee jednak to by bardzo obniżyło morale innych naszych chłopców. Zdecydowanie za długie.
Wiktor zagryzł wargę, żeby czegoś nie powiedzieć w złości.
- Panie dyrektorze- prosił- to jest mi potrzebne, sam pan wie, wygląd jest dla mnie ogromnie ważny.
Dyrektor jeszcze raz spojrzał na chłopaka.
- Nooo, może wystarczy trochę przyciąć, tak powiedzmy 10 mm
- 5 mm- pokazał niewielki odcinek dwoma palcami Wiktor i się uśmiechnął
Dyrektor także uniósł kącik ust i kiwnął głową. Dobili targu. Wiktor podziękował i natychmiast opuścił gabinet. Spodziewał się gorszych przejść ale się udało. Justin natychmiast się podniósł na jego widok i nie spoglądając w jego kierunku chciał się się udać do dyrektora. Uniósł jednak głowę by spojrzeć Wiktorowi w twarz, by wyczytać coś z niej a propos zgody na  przeniesienie, napotkał parę zielonych oczu, które także go zmierzyły.  Niczego jednak w nich nie zobaczył, żadnej odpowiedzi,  poza czujnym spojrzeniem.
Justin ostrożnie zamknął drzwi za sobą.
- Panie dyrektorze.
- Panie Russel.
Kiwnęli głowami a dyrektor poprosił go by usiadł.
- Co cię sprowadza do mnie?
- Mam ogromną prośbę, czy mógłby pan przydzielić inny pokój Wiktorowi Hamilton?
- Temu co przed chwilą wyszedł? – upewnił się Limtock
Justin ściągnął usta i kiwnął głową.
- A jakie są problemy z jego dotychczasowym lokum? I dlaczego nie poprosił sam o przeniesienie?
Justin teraz był kompletnie zbity z tropu, nie wiedział jakich argumentów ma użyć by przekonać dyrektora, że z całą pewnością oni razem mieszkać nie mogą. Nerwowo ręką zaczął przesuwać po czole.
- Jestem pewien, że będę okropnym współlokatorem bo to ja mieszkam w jednym pokoju razem z nim.
Dyrektor z uwagą teraz wpatrywał się w niego, oczekując dalszych wyjaśnień. Justin jednak milczał.
- Panie Russel, w takim razie ja mam do Pana prośbę. Mógłby pan ograniczyć swoje utrudniające współżycie nawyki, w które akurat  wątpię, na rzecz tego by pomóc mi w kwestiach wychowawczych związanych z tym chłopcem. Mam do pana największe zaufanie a zapewniam, że Pan Hamilton wymaga ogromu nakładu pracy aby mógł powiedzieć o  sobie za dwa lata absolwent Bedford.
Justin przymknął oczy. Kolejny obowiązek zrzucany właśnie na niego, tym razem ma pilnować rozpieszczonego chłopaka, który się boi byle gryzonia.
- Panie dyrektorze, będę miał go na oku, ale bardzo bym prosił o to przeniesienie.
Limtock teraz rozparł się w fotelu i nerwowo zaczął uderzać fajką o blat biurka.
- Jeśli Pan znajdzie kogoś kto się z nim zamieni, nie widzę problemu.
Justin wreszcie mógł odetchnąć głęboko.
- Coś jeszcze? –wyrwał go z radosnego niebytu dyrektor
- A propos Pana Hamiltona dzisiaj jego poranne , eeee niedyspozycje , spowodowały, że się obydwaj spóźniliśmy na poranny apel. Bromham straciło punkty.
Dyrektor uniósł się zniecierpliwiony.
- To proszę na drugi raz przypilnować aby pana lokator stawiał się na czas. Do widzenie panie Russel.
Audiencja była skończona, Justin pożegnał się i szybko wyszedł. Nadzieja jednak zawitała w jego głowie. Pobiegł do Bromham by przejść wszystkie 46 pokoi i każdego prawie z osobna zapytać czy  ktoś nie chciałby się zamienić z Wiktorem na łóżka. Jego entuzjazm słabł z każdymi kolejnymi drzwiami. Sława Wiktora i jego porannej hecy wyprzedziła jego pomysł z zamianą. Nikt nie chciał zgodzić się aby przyjąć go do swojego lokum. Nawet Mark, który ostatnio mu nawet wypomniał jego samolubną odmowę, teraz się zaśmiał.
- Nie zostawię Conora samego, mieszkamy już 3 lata , dogadujemy się.
- Mark- Justin zaczął teraz prosić lekko przymykając powieki, co oznaczało, że był zirytowany i wydobywał z siebie wszystkie pokłady cierpliwości- proszę cię, oni z Conorem we dwóch sobie poradzą.
Mark kręcił przecząco głową, w duchu bawiąc się Justina desperacją. Nie miał jednak ochoty ruszać się z dotychczasowego pokoju a poza tym chciał jeszcze popatrzeć jak  daleko jest w stanie ten nowy przybysz wyprowadzić z równowagi jego przyjaciela. Uważał, że przyda się Justinowi taki trening przed normalnym życiem, bo funkcjonowanie w tym miejscu to jak życie w klasztorze, niewiele wiedzieli o tym co się dzieje na zewnątrz. A Wiktor był jakby małym zwiastunem co ich czeka za dwa lata kiedy opuszczą Bedford.
- Wiesz czego trochę żałuje- powiedział do Justina, który smutno spojrzał na niego- że jednak nie widziałem tego porannego przedstawienia.
Ironicznie się uśmiechnął. Justin w odpowiedzi zmrużył oczy.
- Nie dobijaj mnie.
- Szczur- zaskrzeczał Mark
- Zamknij się – groził mu Justin.
- Szczur, szczur- zaczął piszczeć Mark ,uskakując w bok przed ręką Justina. Mark jednak już się wspiął na parapet i wrzasnął na całe gardło przez otwarte okno „Szczur”. Zaczął się śmiać.
- Ciekawe czy usłyszał ?- nasłuchiwał teraz w korytarzu w którym nic niepokojącego się nie działo.
- Przestań – zirytował się Justin i zmroził go swoim spojrzeniem- wydaje mi się, że on naprawdę się boi, każdy ma swoje obawy ty też.
Przywołał tajemnicę, którą przyjaciel mu powierzył, postawił na szali jego strach przeciw irracjonalnej obawie przed szczurami.  Nie podobało się to Markowi. Justin go jednak usadził nie miał już ochoty na żarty.
- Jakbyś zmienił zdanie to wiesz gdzie mnie szukać- rzucił na pożegnanie Justin i poszedł sobie.
Prefekt odwlekał moment powrotu do swojego pokoju, kiedyś jednak musiał do niego wejść. Nie bez pewnej radości stwierdził, że pokój jest pusty, rzeczy Wiktora nadal w nieładzie leżały w kącie koło szafy. Była to zapewne ta część dla której nie starczyło miejsca w szafie.
Usiadł przy biurku, miał tyle roboty, ale dzisiaj nie miał siły już na nic. Musiał to wszystko przemyśleć, uspokoić się, wyciszyć. Sięgnął po książkę w zielonej obwolucie, szybko przerzucił kartki by po chwili znaleźć to czego szukał. Wyciągnął zdjęcie uśmiechniętej brunetki w jasnym garniturowym kostiumie. Burza włosów i białe zęby i ten zadziorny uśmiech. Tak to była jego Katy. Uśmiechnął się do niej. Ona by dokładnie wiedziała co zrobić. Zbierał od tygodnia siły by do niej napisać, ale teraz czuł potrzebę wyżalenia się komuś.
Kiedy zaczął składać myśli i stawiać pierwsze litery na papierze, do pokoju wraz z Benem wpadł Wiktor. Śmiali się czegoś i opowiadali o wizycie u pielęgniarki.
- Pokój wspólny – powiedział dość głośno Justin, nie odwracając się od biurka
- Justin, o co chodzi ?- dopytywał się Ben
Prefekt odwrócił się na krześle. Ci dwaj właśnie przeglądali jakieś kolorowe pismo i śmiali się z czegoś
- Możecie się przenieść do pokoju wspólnego?
- Ok. – trochę ze strachem zgodził się Ben. Wiktor przytrzymał go bo chłopak chciał już wychodzić.
- Mam jednego gościa, o co chodzi Justin.
- O ciszę – podniósł głos prefekt- Zresztą dzisiaj złamałeś co najmniej trzy zasady- zaczął odginać po kolei palce- Złamałeś ciszę, przeszedłeś na moją stronę…
- Było zagrożenie życia- Wiktor odpalił- poza tym ty też wrzeszczałeś.
- To ja jednak może już pójdę – wyszeptał Ben i na palcach przesunął się szybko w kierunku drzwi.
- Iiiii – postawił w sztorc palec- spałeś nago.
- Coooo – prychnął Wiktor, tego już za wiele- nie wprowadzałeś takiej reguły, nie było o tym ani słowa. Poza tym – uśmiechnął się ironicznie- Justin chyba już widziałeś faceta?
Uniósł brwi. Znowu, znowu to robi, prowokuje go.
- Tak widziałem setki facetów nago.
- No to o co chodzi?
- O przyzwoitość, wspólne szanowanie się nawzajem, nie wprowadzanie kogoś w kłopotliwe sytuacje. Tylko o to Wiktor, jeśli nie rozumiesz, to się nigdy nie dogadamy. Poza tym jakbyś się nie zorientował odjęli nam 12 punktów za spóźnienie.
- Przepraszam- wyszeptał Wiktor
- Nic mnie nie obchodzi przepraszam, wiesz ile będziemy musieli się napracować aby je odzyskać. Jedno głupie twoje zgranie i 12 punktów.  Nie chce być jutro w twojej skórze jak wszyscy zobaczą to na tablicy.
Wiktor uświadomił sobie, że jest chyba naprawdę źle, do końca co prawda nie rozumiał o co chodziło z tą punktacją, ale czuł, że Justin nie rzuca słów na wiatr.
Podszedł do granicy wyznaczonej przez dywan i zaczął balansować na jego brzegu, kiwając się na palcach.
- Justin – spojrzał teraz na niego- jak mogę odrobić te punkty?
Nie spodziewał się tego po nim, jednak coś tam do tej pustej kolorowej głowy docierało.
- Jest kilka sposobów, jutro ci powiem. Dzisiaj za to – zaczął wydawać polecenia, wykorzystując skruchę Wiktora- nie śpisz nago, nie kręcisz się pół nocy i wstajesz skoro świt, aaa i nie próbujesz się wysikać w pokoju.
- Naprawdę chciałem w pokoju… -Vicky zaczął drapać się po głowie-bo ostatnio dużo mieszkałem w hotelach a tam zawsze kibelek za drzwiami, pomyliło mi się.
Justin uniósł w błagalnym geście oczy ku niebu.
- Ile ty masz lat? - Spytał trochę retorycznie, ale Wiktor ochoczo odpowiedział mu.
- 18.
Aż podskoczył na krześle. Był rok starszy od niego. To niemożliwe żeby ten rozpieszczony dzieciak miał 18 lat.


sobota, 4 maja 2013

Szkoła uwodzenia cz.II

      

   Czym był bliżej centralnego campusu tym ogromny budynek coraz bardziej go przytłaczał. „Przyzwyczaję się, przyzwyczaję się” powtarzał sobie w duchu, aby tylko te wszystkie napuszone pawie mu nie utrudniały życia to będzie do wytrzymania w tym miejscu.Poprawił pasek od torby i ciągnął swoją walizkę, której kółka wydawały nieprzyjemny odgłos na asfalcie ulicy, którą nikt nie jeździł. Droga prowadziła tylko w jednym kierunku, jakby wędrowiec nie miał wyjścia tylko kroczyć do głównego wejścia Bedford. Wszystko tutaj było trochę odrealnione i te budynki jak z ilustracji książeczki z bajkami i te trawniki równo przystrzyżone, ładnie i czysto, trochę nieprawdziwe .To zupełnie inny świat, po szarym i nieuporządkowanym Londynie. Przypomniał sobie najlepsze miejsca w których ostatnio bywał i sam do siebie zaczął się śmiać, tak on zdecydowanie jest z innego świata. Nagle uświadomił sobie coś bardzo ważnego, musi się  przestawić na specjalne artykułowanie dźwięków. Ojciec miał rację cockneyem to sobie może w domu pogadać ewentualnie ze znajomymi, ale jego elegancki arystokratyczny akcent, który był wynikiem wielomiesięcznych ćwiczeń, otworzył mu już wiele drzwi, tutaj był niezbędny. Na szczęście nie miał problemów z naśladowaniem dźwięków, ale tym razem będzie musiał się podwójnie pilnować, w tym miejscu jego język nigdy nie będzie wolny. Od tego czy będzie kontynuował tą maskaradę z wielce arystokratyczną rodziną zależy przecież czy zostanie w tej szkole. A to było jego marzenie by dostać się na najlepszą uczelnie. Miał plan, który rodził się w nim od dwóch lat, już dokładnie wiedział co chce robić w przyszłości więc nic i nikt nie stanie mu na drodze.

   Odruchowo przyklepał włosy żeby za bardzo nie starczały, kiedy zobaczył małą grupkę młodszych od niego chłopców rozmawiających tuż przy ogromnych drzwiach. Postanowił zapytać ich  gdzie są biura szkoły.
- Witajcie – zawołał z daleka- Szukam biura.
Tamci oderwali się od swojej rozmowy i spojrzeli na niego ze zdziwieniem. Tak z pewnością wyglądał jak ET, który przed chwilą wylądował. Oni jednakowi ziemianie, on ten inny. Jeden z chłopców postawił nogę na schodku  i lekko wychylając się zza gzymsu ,ręką wskazał mały budynek, tuż za dziedzińcem. Ponieważ tamci się nie odzywali, tylko spoglądali na niego jak na dziwadło, Wiktor też nie miał zamiaru za nic im dziękować, ruszył bez słowa we wskazanym kierunku. Wkroczył na dziedziniec, gdzie się roiło od uczniów w różnym wieku, gwar śmiech i przepychanki. Normalna przerwa, stwierdził z zadowoleniem Vicky. Tuz przy nim zmaterializował się chłopak na rowerze. Tym razem nie musiał nic mówić bo tamten zaczepił go pierwszy.
- Jesteś nowym chłopakiem, który będzie pomagał Johanowi?
Wiktor zrobił zdziwioną minę i zatrzymał się na chwilę. Osłonił ręką oczy od słońca bo nie mógł wprost spojrzeć na rudoblond rowerzystę, promienie oślepiały go w tej chwili.
- Jakiego Johana?
- Ogrodnika – poinformował go zadowolony chłopak- Nie wiesz gdzie będziesz pracował?
- Bynajmniej- znudzonym głosem odpowiedział Wiktor, ale właśnie wszystko zaczęło się w nim gotować- Mógłbyś mi wskazać biuro szkoły, John?
- Ja nie jestem John- tamten się oburzył- mam na imię Cliford i proszę aby w taki sposób się do mnie zwracano.
Och, właśnie otrzymał pierwszą lekcję z jakimi ludźmi będzie miał do czynienia. Luz i swoboda, która królowała w jego życiu przez ostatni rok nagle miała się ulotnić na rzecz, sztywnego konformizmu żywcem wyjętego sprzed stu lat. Mamy już dwudziesty wiek, chciał krzyknąć do tamtego a ja nie jestem twoim sługusem. Powstrzymał się, zacisnął wargi i bez słowa minął właściciela rudoblond czupryny.  Po chwili stał już przed białym małym budynkiem, który wyglądał jak z klocków w porównaniu z główną siedzibą szkoły. Pokonał kilka schodków mając nadzieje, że kogoś jeszcze zastanie o tej porze. I rzeczywiście miał szczęście, sekretarka siedziała za biurkiem i wybijała rytm palcami na maszynie. Zostawił walizkę i torbę przed drzwiami i grzecznie chrząknął w progu
- Taaaa? – otyła kobieta koło sześćdziesiątki nie oderwała nawet na sekundę wzroku od tego co pisze.
- Czy mógłbym prosić o przydział mojego nowego lokum- Wiktor użył swojego najbardziej słodkiego głosiku , który i tym razem poskutkował. Sekretarka zerknęła na niego znad okularów. Zmarszczyła brwi widocznie niezbyt zadowolona tym co ujrzała.
- Jesteś nowym uczniem, czy to jakiś objazdowy cyrk?- upewniła się
Zapewnił ją, że jest nowym uczniem i próbował się uśmiechnąć, choć wzmianka o cyrku była co najmniej niegrzeczna. Zapytała go o nazwisko a potem zniknęła na dobre kilka minut w pokoju obok. Wiktor ciekawie rozglądał się po starym biurze, którego centralne miejsce zajmowało ogromne, ciężkie biurko. Po bokach stały dwa imponujące regały z pięknie rzeźbionymi bokami. One są stworzone by przechowywać w nich tylko stare szacowne dzieła, pomyślał Wiktor,  takie których przesłanie nigdy nie przeminie, a ludzkość już wiecznie będzie się nimi zachwycać.  Zamiast historycznych woluminów, cały wystrój psuły kolorowe segregatory. Samo biuro robiło jednak ogromne wrażenie na chłopaku. Vicky wciągnął powietrze by poczuć zapach tych wszystkich wieków które kryły się w zakamarkach tego pokoju.
Po chwili sekretarka wróciła z naręczem kartek i tekturek.
- Tydzień spóźnienia- znowu zacisnęła usta i chyba miała ochotę pogrozić mu placem ale jedynie machnęła plikami które miała do przekazania nowemu uczniowi
- To jest numer twojego pokoju, dwójka – wyjaśniła zwięźle- To jest kartka do stołówki, to jest karta zakwaterowania wróć z nią jutro jak wypełnisz- przekładała kolejne kartoniki- To jest talon na mundurki w garderobie, poprawki też tam możesz zrobić jak coś nie będzie pasowało, to jest lista sprawności, to jest kartka do pielęgniarki, to jest lista klubów, to jest regulamin Bedford, przeczytać i podpisać wrócić do mnie, to jest talon na przybory higieniczne…
Wiktor już w połowie tego monologu zapomniał do czego służy kolejny kartonik miał tylko nadzieję, że wszystko jest opisane. Podrapał się w głowę.
Sekretarka czujnie zerknęła na jego włosy i jej palec wystrzelił w ich kierunku
- Obciąć do pożądanej długości, fryzjer jest w środy- poinformowała zwięźle
- Ale…  
- Regulamin - wskazała na maczkiem zapisaną kartkę
 – Ale… próbował dalej Wiktor- To jest uzgodnione z dyrektorem, ja muszę mieć trochę dłuższe włosy.
Sekretarka otworzyła usta i cofnęła się do teczki z wymalowanymi równiutko literami Wiktor James Hamilton. Przewróciła papiery i z satysfakcją zwróciła się do niego.
- Nie oszukuj- teraz powiedziała stanowczo – Niczego tu takiego nie ma, a kłamstwo- znowu utkwiła wzrok w kartce z regulaminem- Jest tutaj surowo karane.
- Ale…. – Wiktor znowu próbował, ale chyba starsza pani była zaprawiona w bojach z podrastającymi chłopakami wcale nie wyglądała na taką która miałaby zmienić zdanie. 

Vicky tylko dodał na pożegnanie „Jutro to wyjaśnię”. Skłonił się nisko podziękował  i z naręczem kartek które mu nie ułatwiały dźwiganie bagażu ruszył na poszukiwanie pokoju. Swojego nowego mieszkania na co najmniej kilka miesięcy. Tym razem spacer miał być o wiele dłuższy, wszedł w  boczną uliczkę , szukając domu o nazwie Bromham. Kierowano go do dość wysokiej budowli z czerwonej cegły.  Stanął przyglądając się staremu budynkowi, zaś grupka uczniów przyglądała się jemu. Uśmiechnął się do nich.
- Hej- krzyknął jeden – będziesz z nami mieszkał?
Wiktor uśmiechając się kiwnął głową
- Ooo – wyrwało się z kilku gardeł- Naprawę tamten podszedł do niego bliżej. Jestem Charles, a to Jhonny
- Witajcie jestem Wiktor.
Inni zaczęli się przedstawiać ale z pewnością miałby trudności z zapamiętaniem innych imion.
Mały chłopak o imieniu Ben, złapał go za rękaw kurtki
- Niesamowita- dotykał w zachwycie- Co to za super skóra i w ogóle super kurtka.
Wiktor z zadowoleniem przygryzł wargę i się uśmiechnął
Chciał już krzyknął „Stary to jest po prostu zajebiaszczy styl” ale ugryzł się właśnie ponownie w wargę i klepnął małego Ben’a
- Poznałeś się, nie ma co, to najlepszy dom mody na lewym brzegu.
Pozostali ponownie wydali z siebie wielkie „oooo” co Wiktora tylko wprawiło w stan zadowolenia nadmiernego. Postawił przed chwilą przylizane włosy.
- A jaka walizka – zachwycał się Ben- Nigdy takiej nie widziałem.
- Walizka jest beznadziejna – zawyrokował Jhonny – Chciałbyś z taką chodzić po ulicy, mały?
- Nie – przyznał mu rację Ben, ale nadal jak urzeczony wpatrywał się  tym razem w samego Wiktora.- Masz niesamowite oczy- stwierdził nabożnym tonem wpół  szepcząc na wpół modląc się w kierunku Wiktora, widocznie zachwycał się wszystkim natychmiast i szczerze co tylko mu się podobało. Strasznie spodobał się Wiktorowi ten mały, który ma tak świetny gust. Nachylił się więc w kierunku Bena i powiedział.
- A ty jesteś taki słodziutki Benjamin.
Blondyn natychmiast oblał się rumieńcem i cofnął się o kilka kroków w tył na bezpieczną odległość. Wiktor jednak go nadal hipnotyzował swoimi zielonymi oczami.
Charles chrząknął, a Vicky  przeniósł wzrok na niego . Zamachał całym plikiem karteczek
- Pomożecie, bo ja nie wiem co do czego? – jęknął przybierając najbardziej nieogarniętą minę z możliwych.
Już po chwili zaczęli wyrywać mu jego przepustki i tłumaczyć gdzie ma się z nimi udać, przekrzykując jeden drugiego, pytali także dlaczego do nich dołączył dopiero w drugiej klasie.

  Ten hałas przykuł uwagę Justina, który zerkał właśnie przez okno żeby zidentyfikować jego przyczynę.Teraz gdy wybrano go prefektem Bromham czuł się zobowiązany kontrolować na bieżąco sytuacji domu, który znajdował się pod jego opieką. Wstał i podszedł do okna by spojrzeć w dół na zbiorowisko mieszkańców Bromham przed budynkiem. W centrum wydarzeń wydawał się chłopak, który zieloną bluzką, czerwonymi spodniami i różową walizką burzył spokój brązów szarości i zieleni, które królowały wśród innych uczniów.  Intruz machał teraz swoimi papierami, które wyrywali mu jego koledzy. Justin westchnął i położył ręce na szybie. Właśnie docierało do niego kto to jest i wcale ta perspektywa go nie cieszyła.
- Kolorowy ptak.
Powiedział to na głos tak by jego przyjaciel mógł usłyszeć. Mark siedział w głębi pokoju na łóżku i pomagał mu uporządkować raporty które trzeba było zrobić pod koniec tygodnia.
- Przyleciał jakiś ptak?- zainteresował się.
- Nie – Justin pokręcił głową-Sam zobacz.
Mark zaciekawiony podszedł do okna położył rękę na ramieniu Justina i zerknął w dół
-  Uuuuuuuuuuu- jęknął – To będzie wesoło.
- Kto go tu przyjął ?- zastanawiał się zirytowany Justin- Ta komisja naprawdę zaczyna obniżać poziom, niedługo wszyscy z ulicy będą mieli prawo wstępu do Bedford.
- Wiesz – zaśmiał się Mark- Bogaci ludzie, nawet ci z najlepszych rodzin, mają różne dzieci. Dziwne jest co innego- zastanowił się przez chwilę- Dlaczego pojawia się Bedford dopiero w drugiej klasie?
Justin musiał mu przyznać rację, rzeczywiście nie było to normalne tak samo jak strój tego chłopaka. Wrócił do biurka i ustawił prosto książkę która się przesunęła. Milczał przez chwilę patrząc na nią.
- Mark ten kolorowy ptak, zajmie jedyne wolne łóżko w naszym domu.
Nie spoglądał na przyjaciela tylko długopisem stukał o kartkę papieru. Miał nadzieje, że niczego nie będzie musiał tłumaczyć, bo ta złość w nim się gotowała już od dwóch dni kiedy dowiedział się jakie będą dla niego konsekwencje obecności dodatkowego ucznia.
- Justin, ale u nas nie ma wolnej miejscówki- rozradowany po krótkim przeglądzie stwierdził Mark.
- No jest – burknął niezadowolony -Mark jest- spojrzał teraz na niego- To łóżko jest przecież wolne od kilku lat- Justin wskazał brodą tapczan w drugim rogu pokoju. Opuszczone łóżko pod ścianą bez przydziału od kilku lat.
Mark otworzył usta. Patrzył na prefekta zdezorientowany.
- Justin ale ty przez tyle lat z nikim nie chciałeś mieszkać?
- Teraz nie mam innego wyjścia- ze złością wstał i spojrzał na przyjaciela – Skończyłeś już?
Mark zebrał papiery i jeszcze raz przejrzał przed wręczeniem ich Justinowi. Chciał mu powiedzieć coś na pocieszenie.
- Justin ty tak świetnie sobie radzisz z ludźmi, spokojnie ustawisz nowego.
Wierzył w możliwości Justina bo znał go prawie od 7 lat. I był to najbardziej odpowiedni człowiek do tego by wprowadzić sprawiedliwy dryl jeśli zajdzie potrzeba. Najlepszy kapitan drużyny rugby jakiego mieli od lat. Trochę może za bardzo pedantyczny ale odpowiedzialny aż do bólu, sprawiedliwy i uczciwy. Poza tymi wszystkimi cechami posiadał tą jedną, która pozwalała mu się czuć  zawsze w Bedford bezpiecznie, mógł w każdej sytuacji na niego liczyć. Od tylu lat wiedział, że nic mu nie grozi bo Justin jest w pobliżu. Kiedy byli jeszcze mali stawał przecież zawsze w jego obronie, nawet jeśli przeciwnikami okazywali się starsi rocznikowo uczniowie. Jego pewność siebie, jego poczucie godności i sprawiedliwości budziły powszechny szacunek w cieniu którego mógł też swobodnie funkcjonować Mark  jako ktoś kto się znajduje pod opiekuńczymi skrzydłami Justina.

Podniósł się do wyjścia, ale jednak nie mógł się powstrzymać i powiedział to co leżało mu na sercu.
- Jak trzy lata temu ci proponowałem ze przeprowadzę się do ciebie nie chciałeś, teraz na dwa lata zamieszkasz z kimś obcym.
Wypomniał mu to, ale Justin przyjął zupełnie obojętny wyraz twarzy.
- Przecież wiesz, że najlepiej czuje się w swoim towarzystwie, nic na to nie poradzę, że jestem samotnikiem.
Wzruszył ramionami. Mark zapatrzył się w tą z pozoru obojętną twarz. Justin każdego mógł oszukać ale nie jego, dzisiaj  pod maską zobojętnienia panoszyła się wściekłość.
Ktoś zastukał w drzwi i nacisnął klamkę. Do pokoju najpierw wjechała różowa walizka , a za nią wtoczył się Wiktor wraz ze swoim ogromnym podręcznym bagażem.
- Czołem- przystawił rękę do czoła jakby salutował i ciekawie zaczął się rozglądać po pokoju.
- Hej – odpowiedział mu ciemnowłosy wysoki chłopak kierując się do wyjścia, ale rzucił jeszcze w drzwiach-To ja uciekam. Jestem Mark, witaj Bedford w Bromham.
Wiktor posłał mu jeden z najbardziej promiennych uśmiechów, ponieważ Mark z pewnością na to zasługiwał,  był pierwszym człowiekiem, który miło przywitał go w tym miejscu.  Rozejrzał się uważnie po dość dużym pokoju i zlokalizował łóżko w drugim końcu pomieszczenia.
- To moje ? –zadał retoryczne pytanie , nie czekając na odpowiedź,  podszedł do łóżka i rzucił się na nie,  zakładając ręce za głowę. Specjalnie unikał patrzenia w kierunku tego ciemnego blondyna, który sterczał po drugiej stronie pokoju. Od razu po przekroczeniu progu, po zaledwie sekundzie zidentyfikował go i z całą pewnością mógł powiedzieć, że był to jeden z najprzystojniejszych facetów, którego zobaczył dzisiejszego dnia.
- Och – westchnął „Bosko” wyciągając się na łóżku.
Uniósł się natychmiast do pozycji półleżącej, jakby sobie coś właśnie przypomniał. Napotkał wzrok Justina, który cały czas go obserwował. Nic mu nie uszło uwadze z tego co się rozgrywało. Denerwowało go nie tylko jak ten chłopak wyglądał, ale przede wszystkim jak się zachowywał. Najgorsze były jednak te spustoszenia, które zaczęły się pojawiać w jego  idealnej samotni. Widział ten ściągnięty dywan od przesuwanej walizki, brudne buty na łóżku i ciągle głupio roześmiana twarz chłopaka, który koniecznie chciał się jednak przedstawić.
- Wiktor jestem.
Uniósł brwi bo Justin nie odpowiedział, tylko nadal wpatrywał się w brudne buciory tkwiące na tapczanie.
- Posiadasz jakieś imię, pseudonim albo coś czym bym mógł cię określać?
Odpowiedziała mu cisza. Podążył za wzrokiem Justina i odruchowo spuścił nogi z łóżka.
- Ok, zrozumiałem.
Wiktor pomyślał,  że takich dupków też umie przetrzymać, dlatego nie spuszczał spojrzenia ze swojego nowego współlokatora, zaczął podnosić się z łóżka. Obserwowali się przez chwilę mierząc się wzrokiem, ale to prefekt Bromham pierwszy nie wytrzymał naporu zieleni, która mu fundował Wiktor. Tym bardziej, że chłopak powoli zaczął się zbliżać w jego stronę. Ciemne włosy , ciemna oprawa oczu robiła niesamowity kontrast gdy się tonęło w tej zieleni. Justin pomyślał,  że tylko raz widział taki odcień zielonego kiedy był z rodzicami ma Szeszelach. Kiedy Vicky stanął bardzo blisko unikając jego wzroku wyciągnął w jego kierunku znienacka rękę.
- Justin Wiliam Henry Richard Russell
Wiktor był pod wrażeniem, przytrzymał ciepłą dłoń Justina i od razu skomentował
- Moi rodzice nie mieli tyle fantazji. Ja jestem jedynie Wiktor James Hamilton. Myślę jednak, że zakładali, że wyrośnie ze mnie głupek który nawet nazwiska nie będzie w stanie spamiętać. Co?
Spojrzał przestraszony na prefekta, który teraz utkwił ponownie w nim wzrok pełen napięcia- Za dużo gadam- Sam zdiagnozował- Dobrze czy mógłbyś mi powiedzieć które to są moje rejony w szafie i już zamilknę.
- Puść moją rękę.
Wiktor wyszczerzył zęby i uwolnił dłoń Justina. Prefekt minął go bez słowa i otworzył podwójne drzwi szafy. Wskazał część należącą do Vickiego. Potem zaczął przesuwać dywan by go wyprostować. Wiktor już właśnie siedział przed swoją połówką szafy , ze złączonymi dłońmi jak do modlitwy, zaczął zastanawiać nad tym czy zmieści wszystkie ciuchy , bo było naprawdę niewiele miejsca. Zerknął na równo poukładane rzeczy Justina.
- Oooo- krzyknął – masz taki strój do rugby w żółto czarne pasy , bosko- Wyciągnął rękę by sięgnąć po bluzę.
- Stop – wrzasnął Justin. Ręka Wiktora zawisła w powietrzu.
- Ustalmy kilka reguł – powiedział spokojnie prefekt. Usiadł na krześle i splótł ręce na piersi patrząc obojętnym wzrokiem w kierunku Wiktora, recytował jakby od dawna miał wszystko przygotowane.
- Pierwsza, nie dotykasz moich rzeczy, żadnych rzeczy- nacisnął na słowo żadnych- Druga zasada- wstał i przesunął jeszcze dywan do siebie - To jest granica którą nie przekraczasz, tylko w chwili zagrożenia życia wchodzisz na moją połowę, rozumiesz ?
- Czyjego życia? – chciał doprecyzować wszystko Vicky- mojego, twojego czy kogoś innego?
- Obojętnie – wycedził przez zęby Justin.
Wiktor kiwał głową mrużąc oczy, lustrował ten taniec Justina po pokoju.
- Trzecia zasada- nie słuchasz muzyki za głośno, albo najlepiej wcale- teraz spacerował po pokoju, z założonymi rękoma do tyłu-  Czwarta zasada nie przeszkadzasz mi się jak uczę, a najlepiej jak pójdziesz do pokoju wspólnego odrabiać zadanie domowe, ja nie potrafię się nigdzie skupić poza tym miejscem.  Piąta nie wtrącasz się w moje sprawy, nie udzielasz interesantom żadnych informacji.
- Jakim interesantom?
Justin uniósł rękę na znak, żeby mu nie przerywano.
- Szósta nie może być więcej niż dwóch gości u ciebie. Siódma – utrzymujesz porządek na swojej połowie pokoju.
Justin westchnął, ale wydawało mu się, że wszystko wyjaśnił w miarę jasno. Pewnie zapomniał o mnóstwie reguł, którymi powinien objąć Wiktora ale na razie te wystarczą. Priorytetem jest spokój i to żeby nie dotykał jego rzeczy.
Wiktor usiadł na łóżku i zaczął rozpinać swoją torbę.
- Ja też chce ustalić kilka rzeczy. Właściwie chce abyś przestrzegał trzech reguł –zaczął siłować się z poupychanymi bluzkami, które najpierw nie chciały się spakować a teraz nie chciały opuścić torby, spojrzał  na moment na Justina, który z uwagą go słuchał więc poinformował go zwięźle- Nie wtrącaj się w moje życie, nie komentuj tego z kim się zadaje, i najważniejsze – uniósł palec w celu podkreślenia tej zasady -nie zakochaj się przypadkiem we mnie.
Po tych słowach przytrzymał jego wzrok, badając reakcję Justina. Prefekt zrobił wielkie oczy i zaczął mrugać bardzo szybko. Tak bezczelnego głupiego i gadającego od rzeczy chłopaka w życiu nie widział. a potem pod wpływem zmieszania, którego nie mógł ukryć, wybuchnął śmiechem. Śmiał się tak, że aż łzy popłynęły z jego oczu. Wiktor uśmiechał się także do niego, rozbawiony całą sytuacją, a najbardziej tym, że kolejny napuszony paw w tej szkole go nie docenia. Zdjął kurtkę  i przeciągnął się jak kot, nie przestając się uśmiechać do zszokowanego Justina. Właśnie podjął decyzję, że będzie się dobrze bawił w jego towarzystwie, pomimo tego, że jego współlokator wygląda na totalne zabetonowany egzemplarz  ale on tak strasznie lubił uczyć pływać.

Poza tym spodobał mu się ten śmiech, uchwycił w nim nutę strachu w którą z pewnością będzie się uważnie wsłuchiwał.